Helloł, to ja Karolina Waleria :*

Przyszłam na świat w słoneczny dzień, podtrzymując tradycję rodzinną - Mama A. i dziadek T urodzili się w tym samym szpitalu co Ja :)

10 punktów, 54 cm, 3280 g - całkiem ok, prawda?


środa, 29 września 2010

Po co chwalimy dzieci?

Po co chwalimy dzieci - podlinkowane




Czy dzieci należy chwalić? TAK! Każdy rodzic powinien chwalić swe dzieci, a nauczyciel - swych uczniów. To pomaga podopiecznym w rozwijaniu pozytywnego poczucia własnej wartości. Czy jednak każda pochwała działa w ten sposób? Okazuje się, że mogą one spełniać różne funkcje.

Używając podobnych słów czasem chcemy okazać dziecku, jak je kochamy, innym razem obdarzyć je uwagą albo zmotywować do dalszej pracy. Pochwała dziecka może też służyć i samym rodzicom, gdy w ten sposób chwalą siebie za to, że dobrze wychowują swego potomka, albo próbując pozbyć się poczucia winy (np. z powodu porannej kłótni z dzieckiem, braku czasu, niewywiązania się ze złożonej maluchowi obietnicy itp.) wypowiadają w jego kierunku miłe słowa. Przyjrzyjmy się kilku niuansom chwalenia i sprawdźmy o co z tymi pochwałami faktycznie chodzi.
Pochwała jako rodzicielski dowód akceptacji i porcja niezbędnej uwagi

Jak taka pochwała wygląda w praktyce? Rodzic patrzy z uśmiechem na trzymające namalowany własnoręcznie rysunek dziecko, kiwa głową i mówi: „Piękny rysunek, synku”. Potem zazwyczaj całuje malucha i przytula go.

Świadomość bycia akceptowanym, ważnym i kochanym przez rodzica jest niewątpliwe filarem kształtującego się poczucia wartości. Chwalenie jako początek bliskości, okazania dziecku uczuć, przytulenia, głaskania sprawdza się oczywiście bardzo dobrze.

Warto jednak pamiętać, że właściwy przekaz, jaki w takiej sytuacji kierujemy do malucha brzmi po prostu: „bardzo cię kocham”. Jest on zupełnie niezależny od jakości czy też treści wykonanego przez nie rysunku. Widok patrzącego z zainteresowaniem na rodzica synka lub córeczki po prostu wyzwala falę uczuć, które dorosły instynktownie wyraża.

„Tak, zauważyłam ten rysunek, jest naprawdę ładny. Dokładny… A co jeszcze robiłeś dziś w przedszkolu? Bawiłeś się?” Ten rodzaj pochwał niesie ze sobą także ukryty przekaz: „interesuję się tobą, zauważam cię”. To dalsza część okazywanej dziecku akceptacji: zainteresowanie, jakim obdarzamy maluszka, jego przeżycia i świat stanowi przecież kolejny filar wspierający dziecięcą samoocenę.

Jeśli takie pochwały oznaczają wyrazy miłości, maluchy powinny uwielbiać, gdy rodzice tak do nich mówią. Czasem jednak, ku zaskoczeniu opiekunów, na opisane wyżej reakcje kilkulatki odpowiadają niechęcią, wyswobadzają się z uścisku i odchodzą.
Czyżby nie potrzebowały już rodzicielskiej miłości?

Oczywiście stale jej potrzebują, jednak zaczynają też poszukiwać konkretnych informacji na temat własnych umiejętności. Uzyskanie ich od otoczenia (dziecko samo z siebie nie potrafi jeszcze w tym wieku dokonać opisu swoich osiągnięć) to jeszcze jedna podpora poczucia własnej wartości.
Po co dzieci pokazują dorosłym swoje prace?

Pytanie rodzica o opinię na temat rysunku może być zatem z jednej strony zaproszeniem do uzyskania rodzicielskiej akceptacji, z drugiej zaś – może wyrażać wprost chęć zdobycia konkretnych informacji na temat wykonanej przez dziecko pracy: jej tematyki, kolorystyki, staranności wykonania, postępów w rozwoju umiejętności plastycznych. Rodzic jest wówczas zapraszany raczej do roli życzliwego eksperta niż kochającej mamy. Bycie życzliwym ekspertem, który opisze obecne osiągnięcia i da wskazówki do dalszej pracy, okazuje się jednak trudnym zadaniem. Jak wygląda to w praktyce? Niestety często zmienia się w okazję do formułowania rodzicielskich oczekiwań, mających niewiele wspólnego z wykonaną przez dziecko pracą.
Pochwała – komplement z morałem

„O tak, rysunek jest bardzo ładny. Staranny. Widzisz, jak chcesz to potrafisz. Jakbyś tak przykładała się do pisania (sprzątania pokoju, jedzenia itd.), jak do rysowania byłoby dużo lepiej!”. Tego rodzaju wypowiedź, choć brzmi jak pochwała, zazwyczaj nie wzbudza entuzjazmu, tylko zniechęcenie. Słyszalne miłe słowa: „rysunek jest bardzo ładny (…) Widzisz (…) potrafisz”, pozostają w sprzeczności z innymi: „jakbyś przykładała się (do innych czynności, które są dla rodzica ważniejsze) byłoby dużo lepiej”.

Można zauważyć, że druga część przytoczonej wypowiedzi jest bardziej przez dorosłego akcentowana, ważniejsza i dlatego przede wszystkim na nią maluch reaguje. Słyszy zatem mniej więcej coś takiego: „zauważyłam, twój rysunek, ale nie spełniasz moich oczekiwań. Wolę, żebyś zaangażował swoją energię w ćwiczenie pisania (lub inne ważne dla rodzica czynności) niż w rysowanie”. Ten rodzaj pochwały, choć w zamierzeniu ma wzmacniać – w rzeczywistości osłabia poczucie akceptacji i w ten sposób uderza w samoocenę dziecka.
Podobnie działają inne pozorne pochwały:

„Tak, ładny rysunek, a co namalowali twoi koledzy? Mógłbyś jak Krzyś staranniej dobrać kolory, albo jak Ania namalować więcej szczegółów”. Rzeczywisty przekaz, który kryje się głębiej w wypowiedzi rodzica, brzmi w tym wypadku następująco: „twoja praca nie może być gorsza od innych; patrz uważnie na to co robią rówieśnicy; nie polegaj na sobie, wzoruj się na innych”.

„Tak, ładnie to namalowałeś. Wiesz, że jak będziesz dużo ćwiczył, będziesz malował coraz lepiej”. Rzeczywisty przekaz: „przed tobą wiele pracy, zanim twoje prace będą naprawdę dobre i spełnią moje oczekiwania”.
Jak wyjść z błędnego koła krytycznego chwalenia?

Podstawową sprawą wydaje się oddzielenie rodzicielskich oczekiwań od pochwały. Nie wykorzystywanie okazji, gdy dziecko przynosi nam swoją pracę i jest gotowe, by nas posłuchać, do tego, by przypominać mu istniejące w domu zasady i oczekiwania.

Gdy potrzebujemy to zrobić korzystajmy z innych sytuacji i sami je inicjujmy. Przytulajmy też dzieci i mówmy im, że je kochamy nie tylko, gdy czegoś dokonają, bo przecież nie za to darzymy je miłością. A gdy przynoszą swoje prace, wejdźmy w rolę życzliwego eksperta, który dokładnie opisze osiągnięcia dziecka i da propozycje dalszej pracy. Na przykład tak:

„Namalowałaś taki kolorowy rysunek. Poczekaj, przyjrzę mu się dokładniej. Narysowałaś kota, który spaceruje po łące. W tle widzę drzewa, niebo. Pamiętałaś też o szczegółach – widzę że namalowałaś miskę z mlekiem dla kota i jego zabawkę. Czy to myszka?... Starannie wykończyłaś pracę i użyłaś różnych technik – część namalowałaś kredkami ołówkowymi, trochę flamastrami. Jaki tytuł nosi ta praca?... Jeśli będziesz chciała, mogę pokazać ci jak namalować kota, który śpi, zmęczony po długim spacerze”…

Zachęcam także byśmy częściej zastanawiali się głębiej nad tym, co naprawdę myślimy, czujemy, sądzimy, czego oczekujemy i formułowali swoje wypowiedzi tak, by słowa były zgodne z ukrytym przekazem naszych komunikatów. Jesteśmy wówczas bardziej czytelni dla naszych dzieci, podobnie jak i ich reakcje na nasze słowa staną się od razu bardziej zrozumiałe.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jeden przykład pochwały, który nazywam uroczym rodzicielskim autokomplementowaniem. „Och, moja córeczka! Taki piękny rysunek namalowała… Jestem dumna, że moja córka potrafi tak pięknie rysować. Pokażemy to koniecznie babci. Jestem pewna, że jej się też spodoba”. I kto tu kogo chwali? Cóż, czasem sami musimy wzmocnić się w roli rodziców dobrze wychowujących własne dzieci.:)

dr Marta Kochan-Wójcik
psycholog, terapeuta rodzinny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz